KIA Stinger GT

Story #40 – Złoty środek | Stinger GT

Jeszcze kilka lat temu chyba nikt nie wierzył w poprawę wizerunku południowokoreańskiej grupy w oczach pasjonatów motoryzacji. Na rynku azjatyckim było już wiele ugruntowanych pozycji, które powodowały głębokie westchnięcia fanów. Mogło by się wydawać, że tu nie ma miejsca na kolejne rewolucje. A jednak, w 2017 roku Hyundai Motor Group w którego skład wchodzi Hyundai i KIA zaatakowali rynek modelami i30N (o którym przeczytacie tutaj) i Stinger GT. I o ile sportowy hatchback ma sens i występuje gęsto w tej klasie, tak mocarny i zaostrzony liftback był wielką niewiadomą. Do momentu pierwszych jazd prasowych. Ale chyba nikt nie spodziewał się takiej popularności, jaką ostatecznie zdobył Stinger GT.

Bawarskie wpływy

No może oprócz samej grupy Hyundaia. W końcu za układ jezdny Stingera GT odpowiedzialny był sam Albert Biermann, który nie tylko dysponuje ogromną wiedzą w tym zakresie, ale i sporym bagażem doświadczeń skompletowanym przy pracy nad modelami działu M, bawarskiej marki. W mieszance z rozsądnymi pieniędzmi jakie musisz przeznaczyć na topowy model KII, tworzy prawdziwy hit sprzedażowy. Bo za 230 tysięcy otrzymujesz kompletny samochód. Grzane i wentylowane siedzenia. Pełny pakiet asystentów kierowcy. Czarna zamszowa podsufitka. Aktywny układ kierowniczy. Podgrzewana kierownica, sterowana elektronicznie. Skórzane wykończenia wnętrza. Bez kompromisów konfiguracyjnych. Do tej kwoty możesz co najwyżej dopłacić do panoramicznego dachu i pakietu bezpieczeństwa. A. No i możesz wybrać sobie kolor nadwozia.

Wizualny puryzm

Co ciekawe, testowany egzemplarz nosi kolor Neon Orange, będący kolorem podstawowym, bez dopłaty, a który pojawił się w konfiguratorze wraz z premierą wariantu GTS (limitowany do 800szt. z możliwością zamówienia go wyłącznie z napędem na tylną oś!). Większość elementów aerodynamicznych, które widzicie na karoserii spełnia swoją praktyczną funkcję. Jedynie oba elementy na masce są jedynie ozdobą. Ale w dobie zaślepek i atrap to na prawdę dobry wynik. Wisienką na torcie jest układ 4 prawdziwych końcówek układu wydechowego. Do dziś nie ma niczego co by dosadniej świadczyło o sportowym charakterze samochodu. I Stinger GT dobrze to wykorzystuje. Moim zdaniem to jeden z najciekawiej narysowanych samochodów w swojej klasie i w tych gabarytach. Z klasą i nutą agresywności. Za to trochę rozczarowuje mnie ilość emblematów informujących niezorientowanych gapiów o tej wyjątkowej wersji. Z zewnątrz, znajdziemy jedynie znaczek na tylnej klapie bagażnika…

Jakość

… a we wnętrzu na dywanikach i w spłaszczonej części kierownicy. Przydałby się gdzieniegdzie rzucone logo. W centralnej konsoli, czy na zagłówkach foteli. Poza tym, to świetnej jakości wnętrze. Stinger GT nie ma pod tym względem żadnych kompleksów. Wszystko pewnie trzyma się swojego miejsca. Ilości elementów wykończonej skórą może pozazdrościć nie jeden samochód klasy średniej, a nawet i ten „premium”… Jest za to kilka rzeczy, które może podreperować potencjalny lifting. Możliwa łączność z Android Auto i Apple Car Play nie wyklucza odświeżenia natywnego systemu. Przydałby się też większy ekran systemu info-rozrywki, czy w pełni wirtualne zegary. Choć z tym ostatnim pewnie wielu z Was się nie zgodzi. Mam się jeszcze do czegoś na siłę przyczepić? Przyciski do kontroli grzania siedzeń i kierownicy, zmiany trybów jazdy itp. są przy moim wzroście (około 175cm) nieco za bardzo wycofane w głąb samochodu, przez co każdorazowa ich zmiana powoduje przybranie nieco nienaturalnej pozy. Chociaż w przypadku zmian trybu jazdy nie będzie to problemem, bo gdy raz załączysz najagresywniejszy tryb Sport+ nie będziesz chciał z niego rezygnować.

Tyle szczęścia, ile dziennie potrzebujesz

I w zasadzie nie będzie takiej potrzeby. Bo zarówno zawieszenie jak i opór na kierownicy nie będą na tyle „betonowe” by uprzykrzyć Ci codzienną jazdę. Reakcja na gaz jest żwawa, ale nie brutalnie gwałtowna. Co nie znaczy, że Stinger GT, który za serce obrał 3.3 litrową, podwójnie doładowaną V6 nie zaskoczy Cię dynamiką. Już zaledwie z powolnego toczenia i niskich obrotów wgniecie Cię zdecydowaną większością z niemalże 370 konnego zaplecza mocy. W bardzo przyjemny, nie narwany, liniowy sposób. Idealną trakcję zapewni napęd na 4 koła. Jeśli tego chcesz. Bo korzystając z niezrozumiałej mi magii ten napęd jest w stanie przestawić się na wsparcie tylnej osi do 80% dostępnego momentu wtedy, kiedy akurat będziesz miał ochotę na zarzucenie tylnej partii samochodu. Sam uślizg jest bardzo przewidywalny i samochód, z niewielką kontrą, wyciąga Cię przednią osią na prawidłowe tory. Drogi Albercie Biermann, ukłony. I to wszystko przy masie na sucho przekraczającej 1800kg. A która uwidacznia się przy mocnych dohamowaniach z użyciem adekwatnie dużych hamulców Brembo. Mogą pojawić się zarzuty, że różnice między trybami nie są na tyle wyraźne jak by można było tego oczekiwać. Lub że Stinger GT mógłby być nieco sztywniejszy. Ale reasumując jego całokształt dochodzę do wniosku, że to samochód, który wcale nie ma na celu być zdobywcą górskich serpentyn. Śpieszę z wyjaśnieniem.

Pomarańczowy złoty środek

Bo ryzyko w decyzji południowokoreańskiej marki o stworzeniu Stingera GT wcale nie miało miejsca. Wiedział to Pan Biermann. Wiedział to cały zarząd KII. Bo celem prac nad samochodem było stworzenie prawdziwego złotego środka. Idealnie wyważonego z mocnym, niewyżyłowanym silnikiem o wysokiej kulturze pracy. O odpowiednim zestrojeniu zawieszania, które będzie komfortowe, ale które będzie w stanie dostarczyć w sprzyjających warunkach dużo radości. Z wieloma praktycznymi cechami, bogatym wyposażeniem i wysoką jakością wnętrza w stosunkowo niskiej cenie. I chyba się to udało. W tym wypadku, złoty środek został dostarczony w pomarańczowym opakowaniu.

kz


We współpracy z KIA Motors Polska

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotiveStories
instagram.com/kacperziolkowski.stories