Skoda Superb Laurin & Klement

Story #39 – Przełamując przekonania | Superb Laurin & Klement

Ponownie Skoda zagościła na blogu. Tym razem, to flagowa limuzyna czeskiego producenta, tym razem, w topowej wersji wyposażeniowej Laurin & Klement, której nazwa pochodzi od nazwisk założycieli marki. Wszystko o bardzo dumnym wydźwięku. Skoda Superb Laurin & Klement po liftingu zyskała nieco więcej, niż tylko odświeżony wygląd i poprawioną technologię. Ale po kolei.

Nowe-stare życie benzyny

Albo i nie. Zacznijmy tym razem od końca. Pod maską testowanego Superba siedzi dwulitrowa jednostka benzynowa o mocy 190 koni mechanicznych. To jedno z zaskoczeń, bo poza wysoką kulturą pracy okazała się wybitnie oszczędna. I jak zazwyczaj staram się unikać tego tematu, tak tym razem zaskoczenie było tak duże, że szkoda o nim nie wspomnieć. Czy uzyskanie wartości zarezerowanych dla silników diesla, czyli okolice 6,5l/100km przy 140km/h w benzyzowym sercu dużej limuzyny nie brzmi przyjemnie? I jeszcze mniej na przepisowej ekspresówce. Jest przy tym też wystarczająco dynamiczny. Nawet z pasażerami 190 koni w Superbie w zupełności wystarczy by bezpiecznie manewrować między ciężarówkami.

W trasę. Płynąc

Co do samej jazdy. Według opinii ekspertów poprzednia generacja cierpiała na syndrom SUVa, czyli nadmierne przechylanie się w zakrętach i ponadstandardowe bujanie, co może powodować pewien dyskomfort w szybszej trasie. Na szczęście wszyscy są zgodni, że ta bolączką została poprawiona. Natomiast z mojej perspektywy nadal coś z tego pozostało, może faktycznie w mniejszym zakresie. Natomiast jeśli byłby to dla Ciebie problem, to adaptacyjne zawieszenie z możliwością przestawienia w tryb Sport będzie opcją konieczną. Poza tym, to fantastycznie komfortowy samochód. Co prawda długie trasy to jego żywioł, ale nawet manewrowanie nim w mieście nie sprawia dużych problemów, głównie dzięki dobrej widoczności oraz pakietowi kamer i czujników.

Przynależność klasowa

Wnętrze Skody Superb Laurin & Klement prezentuje się jak na limuzynę klasy średniej przystało. Ciężko przyczepić się do czegokolwiek w kategorii jakości wykończenia czy spasowania elementów. Przynajmniej jak na standardy tej klasy. System info rozrywki działa jak należy, płynnie, na ekranie o dobrej rozdzielczości. To samo mogę powiedzieć o virtualnym kokpicie zamiast tradycyjnych analogowych zegarów. Wszystkie informacje jak na dłoni, z akcentem na to, czego akurat potrzebujesz. Dokładne informacje o spalaniu, mapa nawigacji panoramiczne rozciągnięta, a może minimalny styl z jedynie wyświetloną prędkością i zasięgiem. Wszystko w zasięgu przycisku na kierownicy.

Wizualna wymowność

I na koniec: poliftowy Superb Laurin & Klement wizualnie niewiele się zmienił. Jednak na tyle, że kilkoma zabiegami stylistycznymi prowokuje do tytułowej dyskusji. Nieco zmieniona linia przednich i tylnych lamp. Delikatne zmiany na zderzaku. Ale głównie z powodu zastąpienia na klapie bagażnika klasycznego loga Skody, czarno białego koguta, wymownym napisem Š K O D A, który od teraz będzie znajdował się na każdym modelu z nowej lini. Ciekawa i istotna jest ewolucja tego miejsca na karoserii samochodu. Z zielonkawego oznaczenia samochodu, który na długi czas utarł się w głowach klientów jako symbolu klasy niższej, przez czarno białe logo, tak bardzo nawiązujące do bliźniaczej niemieckiej marki, aż po niemalże wizualny krzyk, informujący o przynależności samochodu do producenta.

Przełamując przekonania

Skoda już dawno przestała być tylko „tanim Volkswagenem” i stała się klasą samą w sobie. Co tylko potwierdza, dumnie podkreślając swoje pochodzenie. Nie mówię, że każdy z Was musi natychmiast pobiec i zamiast wymarzonego mercedesa zmienić swój typ na Czeszkę. Ale może warto przełamać dawne przekonania i spojrzeć na markę przez pryzmat tego co oferuje, niż dawne uprzedzenia.

kz


We współpracy z ŠKODA Polska

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotiveStories
instagram.com/kacperziolkowski.stories