Hyundai i30N

Story #37 – Łobuz | i30N

Mam zwyczaj nadawania pewnych cech, czy określeń do testowanych samochodów. Wynika to z prostej przyczyny, łatwiej mi je usystematyzować w swoim osobistym rankingu i zachować ich wspomnienie w pamięci. Dzięki temu jest mi też prościej do nich sięgnąć, gdy ktoś mnie o nie zapyta. Nie twierdze, że było ich już aż tyle by zacząć się gubić, ot, taka moja „rzecz”. I tak, niektóre są inżynieryjnymi arcydziełami, inne dostojnymi gentlemanami, a inne precyzyjnymi narzędziami do zabawy. Wszystkie mniej lub bardziej się powtarzają i mieszają wpisując się w tą osobistą systematyzacje. A Hyundai i30N pozostanie w pamięci jako wyjątek, który otrzymał ode mnie tytuł, który przez długi czas prawdopodobnie pozostanie dla niego zarezerwowany na wyłączność.

Coś innego

i30 opatrzony literą N to coś innego, to znaczy nijak zestawić go z resztą gamy modelowej Hyundaia. Szczególnie wydaje się to nieprawdopodobne w kontekście doświadczenia konkurencji  na polu sportowych mieszczuchów. A jednak. Temu diabełkowi niczego nie brakuje w tym kontekście. Moc, prowadzenie, kakofonia dźwięków z wydechu i wariackie nastawy samochodu wywoływane jednym przyciskiem, wszystko jest tu na miejscu. I to na bardzo dobrym poziomie.

Okrycie

Koreański sportowiec wygląda bardzo niepozornie. Mógłbym nawet powiedzieć, że przydałby mu się jakiś agresywniejszy look, na przykład w porównaniu do Megane RS, które jest aż o 8cm od Hyundaia szersze. A tu, szerokość nadwozia pozostała taka sama względem serii. Owszem kilka smacznych dodatków, takich jak tylna lotka, zmieniony zderzak i dyfuzor, czy znak stopu w kształcie trójkąta, robi dobrą robotę, ale moim zdaniem na poziomie, nazwijmy to, „GTI”. A i30N aspiruje zdecydowanie wyżej niż to.

Hatchback gadżet

Nawet mimo tylu pozytywnych recenzji wyczytanych w internecie, wersja N miejskiego hatchbacka zaskakuje. Moc na poziomie 275 koni mechanicznych (w wersji Performance), sterowana elektronicznie mechaniczna szpera i manualna skrzynia z automatycznym między gazem już na papierze wygląda na przepis na dobrą zabawę. Za to ostatnie niektórzy z Was mnie zlinczują, ale to najfantastyczniejsza rzecz jaką można zaimplementować do hot hatcha. Działa bardzo naturalnie i w przypadku braku rozwiniętych umiejętności bez wysiłku można wycisnąć maksimum zabawy z „manuala”. Drugi fenomenalny gadżet to, rodem wzięty z motosportu, diodowy wskaźnik nad zegarami informujący o optymalnym momencie na zmianę przełożenia.

Na codzień

W trybie Neutralnym i30N jest potulnym rodzinnym samochodem, bez problemu pokonałem nim około 500 km w trasie, bez uszczerbku na kręgosłupie. W sportowym trybie N zamienia się w narwanego wariata. Tak, różnica w nastawach jest bardzo duża. Od większości hot-hatchy na rynku jest „bardziej” w niemalże każdym aspekcie. Twardości zawieszenia, głośności wydechu, oporu na kierownicy. I niestety tyczy się to również plastikowości wnętrza. Natomiast to całe „bardziej” nie znaczy wcale, że będzie od konkurencji lepszy. Hyundai stworzył po prostu kolejną doskonałą pozycję którą można, ba, nawet trzeba!, wziąć pod uwagę decydując się na zakup hot-hatcha.

Werdykt

Wielokrotnie powtarzałem, że segment hot-hatchy jest niezwykle wdzięczny. Z prostej przyczyny. Nie trzeba wiele by cieszyć się nimi w stu procentach. Nie trzeba wiele trakcji, która ucieka niemalże przy każdej możliwej okazji. Nie potrzeba wiele umiejętności, by komfortowo skorzystać z dostępnych koni mechanicznych. Nie trzeba też specjalnego obycia na rynku motoryzacyjnym, by docenić wygląd, tak jak nie trzeba wiedzy technicznej by zrozumieć zaszyte zaawansowanie inżynieryjne. Ale jest jedna rzecz, która wyróżnia i30N. Wszystko powyższe jest dostępne jeszcze szybciej i jeszcze łatwiej. Sportowy Hyundai chce i może dawać znać o swojej naturze w każdej chwili. Czy to w przysłowiowej drodze po bułki, czy luźnej przejażdżce po mieście. Najgłośniejszym wydechem wśród seryjnych hot-hatchy. Twardym zawieszeniem. I każdym innym elementem. Ale jednocześnie nie robiąc nikomu krzywdy. Nie jest przestępcą, przez którego stracisz prawko przy próbie sięgnięcia po to wszytko. Bo Hyundai i30N jest tylko łobuzem, zakochanym w dobrej zabawie.

kz


We współpracy z Huyndai Motor Poland oraz AUTO GT

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotiveStories
instagram.com/kacperziolkowski.stories