Suzuki Swift Sport

Story #32 – Niepoważny | Swift Sport

Nie zauważyliście, że motoryzacje traktuje się przerażająco poważnie? To znaczy, jasne, za samochodem jako obiektem handlowym, stoi niewyobrażalny ogrom pracy przy deskach kreślarskich i w fabryce, co przekłada się na odpowiednio wysoką kwotę, którą trzeba wyłożyć na jego zakup. Nawet gdy dany model określany jest zabawką, każda recenzja skrupulatnie wytyka jego wady, które projektanci i inżynierowie starannie starali się wyeliminować, bądź ukryć. W tym wszystkim znajduje się Suzuki Swift Sport, który wydaje się to wszystko totalnie ignorować.

Oto dlaczego

Po pierwsze, to nie sposób odmówić mu wręcz absurdalnej jak na mieszczucha, wyrazistości. Nie będziesz w nim anonimowy, głównie przez mięsisty i nasycony kolor lakieru oznaczony w konfiguratorze dumną nazwą Champion Yellow. Kolorystycznie uzupełniają go czarne dodatki nadwozia, wykończenie ramek drzwi w tym kolorze czy ciekawy element stylistyczny na słupku C. Zadziornie zarysowany przód samochodu i masywny w swoich proporcjach tył. Przedni i tylny zderzak wraz z progami są wykończone fakturą i wzorem mającym imitować włókno węglowe, ale bez zwątpienia jest po prostu dużym kawałkiem plastiku. No właśnie, w tym momencie większość opinii zamknie się na niezbyt pochlebnym określeniu. Ale zastanówcie się, czy w mieszczuchu za 80 tysięcy, Suzuki na pewno miałoby szczere intencje by próbować Was oszukać?

Sport?

Podobne fantazje pojawiają się we wnętrzu. Wyprofilowane fotele ze zintegrowanym zagłówkiem, dumnie noszą naszywkę „Sport”, a jednak są przyjemnie miękkie i wygodne. Na wyświetlaczu między zegarami możecie wywołać informacje ile aktualnie momentu i mocy jest przekazywane na koła, czy przejrzeć wykres przeciążeń. Pełny obraz sportowego wnętrza uzupełniają czerwone wstawki – na desce rozdzielczej, na drzwiach i w tle obrotomierza. Nawet kierownica jest delikatnie spłaszczona od spodu. Poza tym wszystkim to bardzo standardowe wnętrze segmentu B do której Swift Sport bezsprzecznie należy. Czyli jest ergonomicznie, oszczędnie i w większości dominują twarde plastiki.

Niepozorny w teorii

Szeroko rozstawione, dwie, całkiem pokaźne końcówki układu wydechowego (prawdziwe!) mogą zasugerować dwie rzeczy, które niestety będą złudzeniem. Dźwięku wydechu rodem z hothatchy, oraz pokaźnej mocy silnika. Ale Suzuki Swift Sport po prostu nie brzmi. Żadnych strzałów, charakterystycznego „popcornu”, czy chociażby burczenia nie uświadczycie. A szkoda, bo mimo że na papierze moc jednostki napędowej R4 o pojemności 1,4l może pochwalić się jedynie 140 koniami mechanicznymi, to odczucia z jazdy tego Japończyka… potrafią zaskoczyć.

Czynnik kluczowy

Ujmę to w ten sposób. Za sprawą wagi ultra lekkiej – samochód waży nieco poniżej jednej tony – doznania podczas przyspieszenia, czy ochoczej jazdy są w ogólnym odczuciu intensywniejsze, niż mógłby wskazywać na to czas pokonanego odcina drogi. Co prawda sprawa komplikuje się już przy towarzystwie jednego dorosłego pasażera, ale nie czepiajmy się już. Swift Sport nie ma też usztywnionego zawieszenia, ale to nie jest dużym problemem również zważywszy na jego wagę. Kierownica może i nie stawia oporu, ale dlaczego miałaby Ci utrudniać miejskie manewry. Pozycja za kierownicą jest również mało sportowa. To dlaczego moja ogólna opinia będzie tak bardzo pozytywna?

Powrót do przeszłości

Pamiętacie gdy za dzieciaka, wszystko czego dotykaliście momentalnie stawało się tym co akurat podyktowała Wam wyobraźnia? Zabawa trwała w najlepsze, nawet gdy do dyspozycji mieliście jedynie gałęzie porozrzucane po podwórku. Wystarczyło odrobinę chęci i pozytywnego nastawienia. I mogło by to trwać gdyby nie powoli pożerająca powagą dorosłego życia. Dzięki Suzuki za ten powrót do przeszłości, bo spędzony czas ze Swiftem Sport przypomniał mi, że by dobrze się bawić, wystarczy czasem po prostu chcieć. Dać się ponieść radości z posiadania nowej zabawki i dopisać do niej swoją historię. Uśmiechnąć się na myśl jej niedorzeczności i przerysowaniu.

kz


We współpracy z Suzuki Polska.

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotiveStories
instagram.com/kacperziolkowski.stories