Alpine A110

Story #27 – We are Alpine cz.2 | A110

We. Are. Alpine. Po nieco ponad pół roku od opublikowania wpisu na blogu (Story #18), kiedy to miało miejsce moje pierwsze fotograficzne spotkanie na żywo z powracającą legendą, mogę dumnie wypowiedzieć te słowa. I mogę to zrobić tym razem w pełnym ich znaczeniu, bo tym razem jestem bogatszy o doświadczenie za kierownicą. Wszystko dzięki uprzejmości Alpine Katowice, które zdecydowało się udostępnić na krótkie sobotnie popołudnie A110 Pure i Legende przy okazji biznesowej wizyty w stolicy.

Oczekiwanie.

Kilka emocji targało mną tego dnia. Od samego rana głęboka ciekawość, spotęgowana bardzo pozytywnymi opiniami w świecie motoryzacji co do zachowania samochodu na drodze. Mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Chyba coś w tym jest, bo ta ciekawość szybko przerodziła się w nerwowe kontrolowanie godziny w oczekiwaniu na spotkanie. Na szczęście przyszło ono bardzo szybko.

Zrealizowana filozofia.

Już pierwsze chwile spędzone we wnętrzu A110 nie pozostawiły wątpliwości co do bezkompromisowości tego modelu. Miejsca nie jest za wiele, ale w sam raz by poczuć się w nim swobodnie. Powierzchnia przedniej szyby i praktycznie zerowa widoczność w tylnej szybie tylko potwierdza kompaktowy rozmiar samochodu. Jesteś tylko Ty i pasażer. Twarde, ale ergonomicznie siedzenia, ciasno otulają całe ciało dając pewność, że podczas jazdy ruch poziomy będzie w zasadzie nie możliwy. Ciekawostka: w wersji Pure, zmiana wysokości fotela może odbyć się tylko za pomocą klucza, wręcz rozkręcając tą cześć wnętrza. Na szczęście pozycja za kierownicą jest więcej, niż satysfakcjonujaca. Ustawienia systemu czy kontrola jakości wnętrza? Darujmy to sobie, nie po to tam siedzę. Nic niepokojącego nie rzuciło się w oczy. Czas wdusić przycisk zapłonu i poznać duszę Alpine A110.

Francuska legenda budzi się do życia z przyjemnym pomrukiem. Ten moment uświadomił mi, że to pierwszy samochód, jaki miałem okazje prowadzić w którym jednostka napędowa znajduje za moimi plecami. Fun fact: w pewien mniej lub bardziej skomplikowany sposób, instalacja turbo silnika jest w części poprowadzona za przekładką akustyczna kabiny, tak by dźwięk pracującego turbo było wyraźnie słychać wciskając gaz, pozwalając na rozkręcenie się turbiny. Jak dla mnie totalnie wybitny zabieg, potęgujący uczucie mechanicznej natury samochodu.

Serce i dusza.

Silnik Renault będący sercem A110, czyli uturbione R4 o pojemności 1.8l,  znam już z modelu Megane RS. Natomiast jest ono tutaj zupełnie inaczej zestrojone. W Alpine rozwija 252 konie mechaniczne, które przy wadze samochodu ledwo przekraczające tonę daje osiągi i frajdę z jazdy na poziomie samochodów z segmentu „super”. I nawet nie chodzi tu o przyspieszenie na prostej. Choć Francuz nie się czego powstydzić, na papierze sprint do setki wspomagany dwusprzęgłowym automatem trwa zaledwie 4,5s. Ale tu chodzi o radość z pokonywania kolejnych zakrętów. Świetnie trzyma się drogi, co najbardziej czuć na długich i szybkich zakrętach. Natomiast Alpine przez swoją tylnonapędową naturę nieco prowokuje do wprowadzania w nadsterowny uslizg. I robi to w przewidywalny i łatwy do opanowania sposób. Waga samochodu, jej rozłożenie i bardzo bezpośredni układ kierowniczy są tu głównym powodem takiego zachowania. Nie uświadczycie adaptacyjnego zawieszenia bo to rozwiązanie jest tutaj zbędne i uzasadnione w kontekście prostoty tego samochodu. Zawieszenie jest wystarczająco sztywne by oferować sportowe oraz pewne zachowanie w zakrętach, jednocześnie będąc odpowiednio miękkie by w połączeniu z wyposażeniem wersji Legende i jej fotelami być przyjemnym weekendowym GT.

Podsumowując. Alpine A110 jest chyba jedynym modelem w swoim rodzaju. Lekki sportowy samochód z napędem na tył i rozsądne jak na warunki dróg publicznych osiągi, dające dokładnie tyle radości z jazdy, ile potrzebujesz. I najważniejsze: nie jest to usportowiony cywilny samochód, a zabawka budowana do obecnej formy od podstaw. Do tego zamykająca się w cenie doposażonego średniaka klasy premium. Chcemy ich więcej na drogach!

kz


Alpine Centre Katowice

Dzięki Paulina i Marcin za nieocenioną pomoc w realizacji zdjęć z rolek!

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotiveStories
instagram.com/kacperziolkowski.photo