Volvo V90 Cross Country

Story #23 – Moja droga | V90 Cross Country

Przygotowując się do realizacji tego materiału napotkałem pewną komplikacje. Kilka dni przed odbiorem samochodu, zmieniła się koncepcja wyjazdu. Dosyć drastycznie, bo samochód dostał nieco kubatury w tylnej jego części i podniósł się o dobre kilka centymetrów. Ostatecznie w redakcji zagościło Volvo V90 Cross Country. I podczas gdy sam model jest obiektem moich westchnień (podobnie zreszta jak większość gamy modelowej Volvo) i zamiana nie okazała się rozczarowaniem, tak zaplanowana już sesja zdjęciowa musiała ulec dużej modyfikacji.

Mój kierunek.

Szybki research dotychczasowych realizacji fotografów i dziennikarzy z nadwoziem Cross Country potwierdziło jedno. Ono lubi zjechać z utwardzonej drogi i prezentuje się poza nią wręcz wyśmienicie. Bałtyk, Beskidy, Bieszczady, Tatry, Mazury. Ciężko byłoby tu o oryginalność, bo polski oddział Volvo dba by ich samochody wpadały w dobre ręce. I widać tego efekty w mediach. Postarałem się zawęzić nieco obszar poszukiwań i wybrać swoją drogę do realizacji materiału. Pomysł pojawił się po chwili zastanowienia. Dlaczego by nie skorzystać z tych dodatkowych centymetrów prześwitu i ruszyć w nieodległe miejsca, na codzień niedostępne, a które wiele razy kusiły podczas przeglądania map okolic Warszawy.

Szwedzka codzienność.

Już pierwsze chwile za kierownicą V90 Cross Country nie pozostawiają wątpliwości co do pozycji marki na rynku. Wszech ogarniająca skóra otacza przyjemnym zapachem. Jest jej też zdecydowanie więcej i w miejscach w których ciężko jej szukać w niektórych konkurencyjnych modelach. Design wnętrza lekki i minimalistyczny, oddaje skandynawski sposób myślenia. „Chińskie” pochodzenie możecie włożyć pomiędzy bajki. W konfiguratorze nie zapomnijcie również o zaznaczenie opcji panoramicznego dachu, pasażerowie tylnej kanapy Wam za to podziękują. W połączeniu z dostępną przestrzenią obserwowanie stamtąd miejskiej dżungli czy też tej naturalnej uprzyjemni każdą podróż. Jeszcze jedno: ergonomia i sposób działania systemów multimedialnych pozostawia wiele do życzenia… bo życzyłbym sobie by w każdej marce doświadczać równie płynnej i intuicyjnej obsługi.

Szwedzkie kilometry.

Z V90 nie chce się wysiadać, a każda przejażdżka kończy się zdecydowanie za szybko. Relaksującą jazdę z włączonymi systemami w postaci aktywnego tempomatu i asystentem utrzymania pasa ruchu część z Was skomentuje zabijaniem „prawdziwej” motoryzacji. Zostawmy maksymalne skupienie sportowym modelom. Ja chce zaufać Volvo, przy okazji delektując się ulubioną muzyką grana przez orkiestrę przetworników systemu Bowers & Wilkins. Kilka emblematów na tylnej klapie, sugeruje, że mimo prawie 2 tonowej bryle, z wyprzedzaniem na trasie i dynamicznymi manewrami w mieście nie będziesz miał problemów. Napęd AWD w połączeniu z 310 końmi pochodzącymi z benzynowej dwulitrówki oznaczonej symbolem T6, nie pozostawi co do tego wątpliwości. Optymalizacja samochodu Polestar Engeneered na pewno temu pomaga. Ale na sportową jazdę byłem zbyt zrelaksowany, dynamiczna nastawa trybu jazdy mogłaby nie istnieć, dając do dyspozycji jedynie tryb Comfortowy oraz Off-road.

„Tu zaczyna się Twoja nowa przygoda”

Prezentowany model zyskał nieco wizualnej wyjątkowości dzięki limitowanemu pakietowi Volvo Ocean Race, zainspirowanym jednymi z najtrudniejszych regat na świecie. Sygnowane wymownym hasłem, „Praktyczne, naprawdę luksusowe i z duchem przygody” wyróżnia się niedostępnymi nigdzie indziej pomarańczowymi wstawkami i pasami bezpieczeństwa, kolorem grilla czy wodoodpornymi dywanikami. Niemniej jednak to tytułowa przygoda stała się motywem przewodnim tego testu i sesji zdjęciowej. Gdy dotarliśmy w okolice Twierdzy Modlin, natychmiast zjechaliśmy z utwierdzonej nawierzchni, podążając szlakiem, na którym miejski samochód nie miał prawa zaistnieć. W takich warunkach większość miejskich SUVów prawdopodobnie by poległa. Poczuliśmy ze wybraliśmy właściwą drogę. Będąc sprowokowanym, dalej już bez oporów oddaliśmy się duchowi przygody. W samochodzie i poza nim.

„Wyrafinowana przygoda”

Ostatnim przystankiem w końcowych fazach podróży słońca po nieboskłonie, był jeden z bezludnych terenów znajdujących się za wałem przeciwpowodziowym Wisły. Tam V90 Cross Country potwierdziło swoje terenowe możliwości, prawdziwie rozwijając skrzydła. Uterenowione Volvo bez problemu poradziło sobie ze stromymi zjazdami utrzymując kontrolę nad prędkością zjazdu, nie dając za wygraną sypkim i głębokim piaskownicom, a dzięki 21cm prześwitowi nie straszne były mu czyhające w wyższej trawie niespodzianki. Zachodzące słońce powoli znikające za koronami drzew dawało znak do powrotu, który przywołał myśl o dłuższej, autostradowej jeździe w luksusowym i komfortowym wnętrzu. Kontrast możliwości tego samochodu uderzył wtedy najbardziej. To Volvo do którego przez 5 dni w tygodniu będziesz wsiadał w koszuli, martwiąc się by prawidłowo powieszona marynarka nie doznała żadnych uszkodzeń, by w końcu odetchnąć i dać porwać się niczym nie ograniczonemu duchowi przygody, drzemiącym w V90 Cross Country.

kz


We współpracy z Volvo Car Poland, dzięki!

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotiveStories
instagram.com/kacperziolkowski.stories