Renault Captur

Story #22 – (między)Miastowy | Captur

Targi Poznań Motor Show to obowiązkowa pozycja dla każdego fana motoryzacji. Zdaje się słyszeć z wielu źródeł, że forma salonu samochodowego powoli odchodzi od tradycji. Mimo to nadal skupia rzesze ludzi z całej Polski podekscytowanych kolejną edycją. O samych targach przeczytacie (a w zasadzie pooglądacie) tutaj, bo ten wpis jak już pewnie zauważyliście jest poświęcony dzielnemu Renault Captur, które bez zająknięcia dowiózł nas do Poznania i który nie bez przyczyny jest najlepiej sprzedającym się modelem w swoim segmencie.

Ale po kolei. 

Bardzo szybko rozpoczęty test, bo już na następny dzień po odebraniu samochodu, Captur ruszył w trasę z dwoma osobami na pokładzie. Ale tu chodziło o coś więcej niż tylko o przemieszczenie się z punktu A do B. Chodziło o wyczekiwaną od tygodni podróż na największe targi motoryzacyjne w Polsce. Przez co nic nie stało na przeszkodzie w czwartkowy poranek wstać i w towarzystwie wschodzącego słońca ruszyć A2 w stronę stolicy wielkopolski.

Grunt to nastawienie.

Wielu z Was powie, że prawy pas i tempomat to synonim nudy. Ale w tym wypadku w rozkoszowaniu się pokonywaniem kolejnych kilometrów, pomógł między innymi Amar Bose. Człowiek, który 50 lat temu zdecydował że będzie naprawiać radia, by po latach stać się jedną z największych potęg na świecie w kwestii nagłośnienia. Bez ogródek powiem że to najlepszy system audio jaki słyszałem w tym segmencie. Wesoło płynące Don’t Stop Belivin’, słońce ochoczo wpadające przez panoramiczny dach, dynamiczna, ale nie prowokująca do szybszej jazdy jednostka napędowa, stała prędkość autostradowa, towarzyszący jej szum przecinanego powietrza i tarcia opon o asfalt. Wszystko to nakreśliło wyjątkowy sielankowy klimat, w którym dotarliśmy do Poznania, gdzie przez następne godziny w pełni oddaliśmy się naszej pasji do motoryzacji.

Czas powrotu.

Ta sama trasa pokonana tym razem w perspektywie intensywnie spędzonego dnia (i nocy, bo wtedy nagraliśmy dla Was odcinek podcastu o targach, słuchaj tutaj). Podświadomie obaj cieszyliśmy się, że w drodze powrotnej nic nie powybija nam kręgosłupów, bo mimo ze wydaje się że Captur stworzony jest do miejskich ulic, w trasie na komfort ciężko było narzekać. Tak spędziliśmy czas sunąć w stronę Warszawy, by w ciągu następnych dni poznać jego drugą naturę.

Miasto.

Ponad 1,7 miliona ludzi i ponad milion samochodów. To tu Captur czuje się najlepiej. Poruszając się nim przez te kilka dni po zatłoczonych ulicach, wiele razy dało się o tym przekonać. Nie straszne mu wysokie krawężniki ani ciasne miejsca parkingowej. Uniesione zawieszenie i asystent parkowania załatwiają sprawę. Ale to, gdzie wykazał się najlepiej, to płaszczyzna wizualna. W testowanej wersji wyposażeniowo-stylistycznej na prawdę może się podobać. Ciekawa linia, eleganckie chromowane wstawki, głęboki grantowy lakier i czarne elementy nadwozia zdecydowanie wyróżniają go z tłumu nijakich mieszczuchów.

Mało rzeczowa opinia.

W wielu mediach znajdziecie wiele rzeczowych opinii o tym crossoverze francuskiej marki. Ale my staraliśmy się uciec od nich jak najdalej, próbując ukuć własną opinie na podstawie własnych doświadczeń. Niekoniecznie pod kątem rozsądku, który mógłby podpowiadać, że wybór tego modelu ma po prostu sens. I ostatecznie określimy go mianem (między)miastowego, bo Renault Captur zasłużył na to miano podróżując po miastach, jak i między nimi.

kz


We współpracy z Renault Polska, dzięki!

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotiveStories
instagram.com/kacperziolkowski.photo