Nissan Navara Navy

Story #17 – Patrz inaczej | Navara Navy

Pickup tu, pickup tam.

Szczerze mówiąc od zawsze miałem problem z pickupami. W wyobraźni wydaje się oczywiste, że są one traktowane jako woły robocze, gdzie obecność i pojemność „paki” pozwalała na zawalenie jej niezbędnymi narzędziami i wielkogabarytowymi śmieciami, które w cywilnych autach spędziły by sen z powiek właścicieli dbających o swój samochód, w stopniu co najmniej kosmetycznym. Ponadto, wszechobecna obecność w popkulturze amerykańskiego snu życia na farmie wydawała się potęgować to odczucie. Podsumowując, to auta użytkowe, tyle. Pickup Nissana był jedynym z wielu obojętnych mi modeli. Ale Navara Navy miała to odmienić.

Pickup lifestyle.

Nieco ponad rok temu na sesje zdjęciową, podobnie jak tym razem, z zaskoczenia wpadł Volkswagen Amarok. Wtedy kompletnie oszołomiony nowym doświadczeniem odkryłem coś zupełnie nowego. Ale nawet więcej niż prawdopodobne jest to, że nawet połowa właścicieli pickupów do końca tego nie czuje. Ponieważ z powodów czysto praktycznych, spychają swój samochód w rejony funkcji przedstawianych wyżej. I nie ma w tym niczego złego, odpowiedni samochód w odpowiednim miejscu. Warto jednak czasem ponieść się emocjom i rozmarzyć, puścić obciachową muzykę country i w piękne słoneczne popołudnie, wyskoczyć na bezdroża. Tak też wtedy zrobiłem, o czym przeczytacie tutaj. Tymczasem testowany Nissan zaskoczył mnie zupełnie czymś innym już przy pierwszym kontakcie wzrokowym. Navara Navy w porównaniu do fabrycznego oryginału wywierała wrażenie w sposób kompletnie odmienny.

Pickup jak żaden inny.

To wszystko za sprawą firmy Carlex Design oraz ich osobnej lini modyfikacji o wymownej nazwie Pickup Design, która to diametralnie zmieniła typowe auto użytkowe japońskiej marki. Moje pierwsze zetknięcie z Pickup Design odbyło się nie tak dawno podczas warszawskich targów (relacja). Nie pomyślałbym wtedy, że ich dzieło trafi pod mój obiektyw nieco ponad tydzień później. Navy, bo tak brzmi nazwa pakietu stylistycznego, dodaje do oryginalnej Navary przede wszystkim atletyczny i wszechobecny body kit. Dopełnieniem tego jest ciekawa grafika na karoserii i nawiązujące do niej wytłoczenia wraz z paroma dodatkami kolorystycznymi we wnętrzu. I te felgi. Ciężko oderwać od nich wzrok. Co więcej, to jedna z 500 wyprodukowanych sztuk. Numer goszczący przed obiektywem to wyjątkowy 111, który to wymownie pokazuje wytłoczona liczba na kierownicy. Mały smaczek, a daje tyle radości.

Pickup, nie pickup.

Agresywnie zarysowane dodatki w wysoko podniesionym samochodzie, niebanalny kolor lakieru i środek warszawskiej nocy zdecydowanie zbudowały nieco mroczny, wręcz surowy klimat. Z tego względu bardzo szybko porzuciłem estetycznie wygłaskane ulice poszukując adekwatnego miejsca. Te następujące chwile, które odbyły się pod znakiem naświetlajacych się klatek przesądziły o temacie tego wpisu. Navara Navy zaprezentowała się wtedy w pełnej okazałości, jako samochód, który świetnie sprzedaje się jako obiekt odmieniający utarte przekonanie o nudzie – wyłącznie funkcjonalnych pickupów. Podsumowując,  polecam próbę podejścia to tego segmentu rynku od innej strony. Ale też ogólnie, starać się odkrywać nie ile samochód może dać Tobie, a ile sam jesteś w stanie z niego wyciągnąć. Efekty takiego podejścia mogą być zaskakujące.

kz


We współpracy z Grupa PGD

facebook.com/KacperZiolkowskiAutomotivePhotography
instagram.com/kacperziolkowski.photo